Wspomnienia ogrodnika / Edmund Jankowski Warszawa 1972

Profesor Edmund Jankowski, autor niniejszych wspomnień był wybitnym polskim ogrodnikiem. Głównym celem jego życia było unowocześnienie tej dziedziny na gruncie polskim. Na terenie naszego kraju, poza nielicznymi wyjątkami, nie funkcjonowały wówczas placówki specjalizujące się w określonej hodowli roślin, dostosowanej do naszych krajowych warunków klimatycznych i opartej na naukowych podstawach. Zadziwiające osiągnięcia badaczy europejskich znali tylko nieliczni miłośnicy ogrodnictwa, zazwyczaj wywodzący się z wyższych warstw społecznych, jak np. księżna Izabela Czartoryska. W okresie, gdy profesor rozpoczynał swoją działalność, ogrodnictwo polskie było traktowane raczej po amatorsku, jako rodzaj rzemiosła, bez szerszej specjalizacji zawodowej.

Po odbyciu dwuletniej praktyki zawodowej w Ogrodzie Botanicznym w Warszawie, którym kierował wówczas Jerzy Alexandrowicz i dwuletnim stypendium w Szkole Hodowli Drzew miasta Paryża, Edmund Jankowski poznał gruntownie nie tylko zasady pomologii, ale także zgłębił arkana ogólnej organizacji ogrodnictwa francuskiego i innych dziedzin z nim związanych. Po powrocie do Warszawy otrzymał stanowisko głównego ogrodnika w Ogrodzie Pomologicznym oraz został współtwórcą i wykładowcą powstałej przy nim Szkoły Ogrodniczej. Dzięki swojemu talentowi i niezwykłej pasji placówka ta stała się ogniwem łączącym młodych wykształconych ludzi, którzy dążyli do ustalenia podstaw zorganizowanego życia ogrodniczego w Królestwie Polskim, była kuźnią rozmaitych inicjatyw i akcji zmierzających do osiągnięcia wytyczonego celu.

Profesor prowadził także bogatą działalność popularyzatorską i piśmienniczą. Był pomysłodawcą pierwszego polskiego pisma fachowego „Ogrodnik Polski”, którego celem było rozpowszechnianie wiedzy ogrodniczej – polskiej i obcej – wśród szerokiej rzeszy czytelników z różnych warstw społecznych.

 

 

„Potrzebę założenia czasopisma ogrodniczego, w którym można by wypowiadać swe poglądy na liczne sprawy ogrodnicze polskie, a zarazem trafić do szerszych kół, przynajmniej inteligencji, odczuwaliśmy związani przyjaźnią czterej ogrodnicy, to jest dwaj bracia Kaczyńscy , F. Szanior i ja. Kiedyś więc 1878 roku, w początku zimy, gdy o tym była mowa, na naszym zebraniu wniosłem, żebyśmy, nie bacząc na trudności, założyli takie pismo pod tytułem „Ogrodnik”. W. Kaczyński dodał drugi wyraz „Polski”, i tak pomysł przybrał już pewne kształty […]

Był więc „Ogrodnik Polski” trochę czytywany przez ogrodników, trochę więcej przez różnych średnich właścicieli ziemi, przez inteligentów zakładających ogrody, a z nielicznymi wyjątkami wcale nie czytany przez włościan. Wyczucie zaś potrzeb i wymagań tych różnych czytelników stanowiło dla nas trudność niezwalczoną; odwoływaliśmy się wprawdzie wielokrotnie do czytelników, by nam swe żądania i krytyczne uwagi o naszym piśmie nadsyłali, ale te wołania bardzo rzadko znajdowały jakiś słaby odgłos. Trzeba było iść omackiem […]

W artykułach wstępnych poruszaliśmy niemal wszystkie sprawy naszego ogrodnictwa dotyczące. Staraliśmy się o sprawozdania z posiedzeń ważniejszych ciał ogrodniczych i wystaw wszelakich. Prowadziliśmy przez czas długi kalendarz robót ogrodniczych. Ale najwięcej żywotności nadawały pismu „notaty ogrodnicze”. Żeby mieć do nich materiał, wypisywaliśmy gazety zagraniczne ogrodnicze i podzielili pomiędzy siebie ich czytanie dla robienia wyciągów […] żeby zaś ten dział rozszerzyć, nauczyłem się po angielsku i włosku tyle, żeby rozumieć, i robiłem wyciągi z gazet amerykańskich, włoskich i innych”.

 

Propagowaniu tej dziedziny służyły też organizowane przez niego kursy, odczyty i wystawy, zaś ogromnym osiągnięciem było powołanie do życia w 1884 roku Towarzystwa Ogrodniczego Warszawskiego, które było niejako namiastką towarzystwa naukowego przyrodniczego stolicy. Jak wielką rolę przypisywał Edmund Jankowski popularyzacji ogrodnictwa na terenie naszego kraju, świadczy fakt, że po przepisaniu w 1899 roku „Ogrodnika Polskiego” w darze Towarzystwu Ogrodniczemu Warszawskiemu, założył wraz z synem nowe pismo „Gospodarz”, które było adresowane do rolników oraz niższej służby ogrodniczej, a więc do najmniej wykształconych przedstawicieli tego zawodu.

Edmund Jankowski dał się także poznać jako wspaniały pedagog i wychowawca wielu pokoleń młodzieży. Brał udział w wielu przedsięwzięciach o charakterze gospodarczym i przemysłowym oraz w pracach towarzystw i organizacji ogrodniczych w kraju i za granicą.

Motywacją do prowadzenia ożywionej działalności profesora były, poza osobistym zamiłowaniem, także prądy filozoficzne i społeczne nurtujące ówczesną inteligencję. Bardzo ubolewał on nad ciemnotą i zacofaniem wsi polskiej, a wszelkich przyczyn takiego stanu rzeczy upatrywał wyłącznie w przemocy politycznej. Zbyt jednostronnie spodziewał się wyzwolenia i rozwoju kraju jedynie za pomocą ożywienia ekonomicznego i upowszechnienia oświaty wśród szerokiej rzeszy obywateli. Mimo głębokiego humanitaryzmu nie dostrzegał anomalii społecznych i przyczyn warunków bytu chłopów czy robotników. Nie akceptował ruchów rewolucyjnych i socjalnych, widząc w nich tylko zagrożenie. Do końca życia wierzył w skuteczność nieustannej pracy dla pożytku społecznego.

Motywacją do wydania powyższych wspomnień było w dużej mierze przekonanie o korzyściach płynących z tego rodzaju publikacji. Autor pisał pamiętnik przez dwadzieścia lat. Prace nad nim zostały ukończone na dwa miesiące przed jego śmiercią, w październiku 1938 roku. Swoją chronologią obejmują one lata 1869-1938. Część pierwsza to wspomnienia retrospektywne, ułożone tematycznie; część druga to nie do końca usystematyzowane zapiski w układzie chronologicznym, bez wyraźnego wyodrębnienia rozdziałów. Całość obejmuje pięćset siedemdziesiąt sześć kart, w większości zapisanych dwustronnie. Prezentowana pozycja obejmuje jednak tylko pierwszą, obszerniejszą część wspomnień, dotyczącą lat 1869-1914, czyli ważnego okresu kształtowania się nowożytnego ogrodnictwa polskiego, głównie na terytorium Królestwa Polskiego. Tok narracji jest wartki, styl zwięzły i rzeczowy, choć niekiedy zdarzają się luźne wtrącenia nie do końca związane z wcześniej podejmowanym tematem.

W układzie materiału autor starał się zachować porządek chronologiczny, aczkolwiek niejednokrotnie zanurzając się we wspomnieniach cofa się lub wybiega naprzód o wiele lat. Wspomnienia Edmunda Jankowskiego stanowią pewnego rodzaju kontynuację jego dzieła „Dzieje ogrodnictwa w Polsce”, z dużym naciskiem na ogrodnictwo warszawskie. W swojej pracy podejmuje on tematy gospodarcze, społeczne, historyczne i socjologiczne. Ukazuje obraz kształtowania się zawodu ogrodnika, prezentuje sylwetki działaczy krajowych i światowych związanych z tą dziedziną, jak również portrety wybitnych jednostek ówczesnego społeczeństwa, nie zapominając też o skromnych postaciach miłośników przyrody i ogrodnictwa. Opisuje swoje lata szkolne, praktykę zawodową w Ogrodzie Botanicznym w Warszawie, czas nauki na granicą, historię powstania Szkoły Ogrodniczej, Towarzystwa Ogrodniczego Warszawskiego oraz czasopisma „Ogrodnik Polski”, a także swoje liczne podróże.

„Teraz zamierzaliśmy (z Franciszkiem Szaniorem) wyjechać na dalszą praktykę do Francji, mianowicie do Szkoły Paryskiej, w której Du Breuil był profesorem. Jakoż przy pomocy stypendium hrabiny Aleksandry Potockiej wyjechałem z F. Szaniorem około 20 września 1873 roku i prawie cały rok przebywałem za granicą. Był to rok w moim życiu przełomowy i wielce płodny w ważne skutki. Nauczył on mnie więcej niż innych lat dziesiątek pod wieloma względami, zwłaszcza w moim zawodzie, jeszcze wtedy nowym dla mnie […]

[…] jakoś 25 września, znaleźliśmy się w Gandawie, jednym z ognisk światowych umiejętnego ogrodnictwa, zwłaszcza szklarniowego. Zwiedziliśmy więc  słynne zakłady: Van Houtte’a, Verschaffelta, Dalliere i innych, podziwiając w nich masowe hodowle azalii i różaneczników, głównie na wywóz oraz wspaniałe palmy, storczyki i krotony, i wiele innych roślin zamorskich. Verschaffelt sam pokazywał nam okaz żółwicy (Testudinaria elephantipes) o wątłych łęcinach i pniu skróconym, potwornym, przypominającym jednocześnie nogę słonia i skorupę żółwia, tudzież rozliczne paprocie. Tu też po raz pierwszy widzieliśmy liczne okazałe dzbaneczniki z Jawy i inne (Nepenthes) w rozlicznych gatunkach […]

To jednak zapamiętałem, że w mieście i na przedmieściach, nawet w ubogich domkach, widać było w oknach zamiast pospolitych u nas wtedy muszkateli, oleandrów, mirtów i ułanek, prześliczne pelargonie angielskie, palmy, paprocie, ukośnice barwnolistne i inne rośliny drogie u nas, a trudne w hodowli mieszkaniowej. Jednakowoż w rozlicznych zakładach, obfitujących już wówczas w całe zespoły szklarni, hodowano ogromną ilość nie tylko młodych roślin wrzosowatych i palm, jako materiał dla zakładów ogrodniczych całej Ziemi do dalszej hodowli, ale metodą Thouina również młode rośliny dla kolonii: kawę, chinę, laury cynamonowe, drzewo gumowe itd. Nic więc dziwnego, że na straganach na rynku, a nawet wprost na ulicach, można było za tanie pieniądze zaopatrzyć się w różne rośliny piękne, które u nas były rzadkością lub sprzedawało się je po wysokich cenach. W ogóle na każdym kroku znać było na narodzie całym nawyknienie do otaczania się roślinami i powszechną, rozumie się, przeciętną umiejętność ich hodowli”.

 

Z niezwykłym zapałem stara się przekonać swoich odbiorców, że podstawowym warunkiem rozwoju ogrodnictwa jako samodzielnej gałęzi gospodarki jest wykształcenie ogólne i zawodowe oparte na szeroko pojętych podstawach wiedzy przyrodniczej. W prezentowanej pracy autorowi nie udało się niestety uniknąć pewnych przejaskrawień w stosunku do własnej osoby. Być może był to zabieg celowy, mający zwrócić uwagę czytelnika na pewne istotne fakty i wydarzenia, które w jego mniemaniu nie powinny przejść bez echa.

 

Oprac. Joanna Radziewicz

Submit to FacebookSubmit to Google PlusSubmit to Twitter